Recenzja Darksiders

Weźmy God of War, Devil May Cry, Batman: Arkham Asylum oraz przyprawmy to szczyptą Księcia Persji. Brzmi abstrakcyjnie? Wcale nie! Darksiders to świetne połączenie wszystkich tych gier. Daje nam to naprawdę ciekawego i brutalnego slashera. I to również na PC…

Odkąd tylko odpaliłem i ukończyłem God of War II na moim podstarzałym już PlayStation 2, od razu szperałem w sieci w poszukiwaniu czegoś podobnego. Brakowało mi szybkiej i krwawej „siekanki” na komputery stacjonarne. Nie znalazłem nic ciekawego. Na szczęście, po niemal dziewięciu miesiącach od premiery na konsolę trafia się nam – PC’towcom – prawdziwy kąsek. Darksiders jest tym, czego tak długo szukałem.

Historia opowiadana w grze nawiązuje do Biblii. Głównym bohaterem jest jeden z czterech Jeźdźców Apokalipsy – Wojna. Akcja od razu zaczyna się ostro. Wojna zostaje przywołany na Ziemię. Tam zastajemy prawdziwą, i jak się zdaje ostateczną, walkę aniołów z demonami. Chwilę po tym orientujemy się, że nasi pozostali trzej towarzysze nie dostali wezwania. Co za tym idzie – Apokalipsa się nie rozpętała, a my jesteśmy wrobieni w zbyt wczesne rozpoczęcie końca świata. Nasze zadanie jest dość oczywiste – znaleźć winnego. Jak już pewnie wywnioskowaliście fabuła nie należy do najbardziej epickich w historii gier, ale potrafi wciągnąć na tyle, by spokojnie ją ukończyć . Zajmuje to mniej więcej 14 godzin, co – jak na dzisiejsze standardy – jest wynikiem przyzwoitym.

Już od pierwszych chwil w grze Wojna musi stawiać czoła hordom przeciwników. Jest krwawo, szybko i bardzo widowiskowo. Wywijamy mieczem na lewo i prawo rozwalając kolejnych wrogów. Gdy tylko osłabimy oponenta, nad jego głową pojawia się ikonka. To znak dla nas, że po wciśnięciu odpowiedniego przycisku (domyślnie „E”) rozpocznie się specjalna sekwencja. Te należą do najbardziej widowiskowych. Przeciwnicy krojeni są na połowy, krew tryska hektolitrami, a nasz bohater robi to wszystko z wielką płynnością (i zdawałoby się, że przyjemnością). Prawdziwą moc można jednak poczuć zmieniając się w potężnego, ognistego demona. Wówczas nikt nie stanowi dla nas problemu. Oczywiście, żeby nie było zbyt łatwo, nasz Wojna traci większość mocy w pierwszych 20 minutach gry. Przez resztę rozgrywki będziemy więc odzyskiwać stare „skille” i pozyskiwać te nowe. Tych świeżych umiejętności nasz bohater będzie miał sporo. Poczynając od skrzydeł, po rewolwer a na własnym demonicznym rumaku kończąc.

Walka w Darksiders jest raczej mało skomplikowana – co nie oznacza, że jest niesatysfakcjonująca. W przeciwieństwie do większości slasherów, nie ciskamy jak najszybciej jednego klawisza. Mimo że początek gry na to wskazuję (wszelkie akcje robimy używając lewego przycisku myszy), potem robi się znacznie ciekawiej. Dochodzą bloki, kontry, skoki itp. Ba! W walce można nawet użyć elementów otoczenia. No dobra – trochę się rozpędziłem. Mówiąc to miałem na myśli rzucanie samochodami (oraz paroma innymi przedmiotami). Przeciwników rozwalamy jednak głównie zabójczą kombinacją ciosów, po czym wykonujemy ostateczny atak – okrutny oraz efektowny. Nie można ominąć również walk z bossami. Te są wręcz epickie. Akcji jest dużo, wszystko dzieje się szybko i wygląda mega efektownie. Po wygranej bitwie satysfakcja z pokonania kilkukrotnie większego monstra jest naprawdę wielka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *